Witam serdecznie,
na dzień dzisiejszy przypada mój debiut w Pracowni Rękodzieła SZOK,
jako Winter Guest Designer.
Temat wyzwania, które dziś startuje - "Z kluczem".
Czas trwania: 20.11.2014 r. - 10.12.2014 r.
Szczegóły, a wśród nich, przede wszystkim,
piękne inspiracje całego DT PR SZOK, znajdziecie tutaj.
Moja propozycja jest następująca...
W imieniu całego Design Team Pracowni Rękodzieła SZOK
serdecznie zapraszam do wzięcia udziału
w wyzwaniu!
Witam serdecznie,
dziś pojawiam się, aby zaprezentować sposób wykonania fantastycznej,
niebanalnej i ekologicznej dekoracji mieszkania jaką są String Balls,
czyli świet(l)ne kule ze sznurka.
Idealna dekoracja na okres zbliżających się świąt,
ale nie tylko, bowiem te kule są uniwersalne
i służyć mogą cały rok!
A w dodatku są ekologiczne, bowiem wykonane są
z naturalnego sznurka jutowego oraz kleju domowej roboty. :)
Niezbędne produkty...
Krok 1
Pracę zaczynamy od przygotowania kleju,
a zrobić możemy go z mąki, ziemniaczanej i pszennej oraz wody.
Klej przygotowujemy podobnie jak kisiel. Dokładnych proporcji nie podam,
bo klej robiłam "na oko".
Do garnka wlałam blisko dwa litry wody.
W miseczce dokładnie wymieszałam (tak aby nie było grudek) z wodą
po trzy dość kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej i pszennej.
Po zagotowaniu się wody, wlewamy zawartość miseczki i energicznie mieszamy.
Nasz klej powinien mieć konsystencję kisielu.
Klej odstawiamy do lekkiego przestygnięcia.
Powyższy krok mogą ominąć osoby, które zdecydują się użyć gotowego kleju,
tzw. wikolowego, który znajdziemy, m. in. w sklepach budowlanych.
Krok 2
Teraz pora na nadmuchanie baloników.
Ja swoje nadmuchałam do około 13-15 cm. średnicy.
Krok 3
Gdy nasz klej nieco przestygł i nie parzy w palce,
możemy przystąpić do kolejnego etapu - moczenia sznurka.
Ja moczyłam każdy motek z osobna, zanurzając go w całości w kleju,
a następnie rozwijając go - zdejmując przy tym nadmiar kleju - kładłam
na zabezpieczonej kartonem podłodze.
Kolejność w tym kroku następująca: moczenie motka + nawijanie go na balonik.
Jeden motek od długości 25. metrów wystarczył na owinięcie dwóch baloników.
Powtarzamy czynności, aż do wykorzystania przygotowanych materiałów
(sznurka i/lub baloników).
Krok 4
Owinięte sznurkiem baloniki odstawiamy do wyschnięcia na kilka godzin,
a najlepiej na całą noc.
Właśnie do tego potrzebne były kieliszki. ;) Można także wykorzystać w tym celu szklanki, kubki czy - po prostu - nakrętki od słoików.
Krok 5
Gdy nasze kule są już zupełnie suche (sznurek zesztywniał),
"tępą" stroną kredki, długopisu czy patyczka do szaszłyków,
delikatnie odklejamy balonik, który przywarł do sznurka.
Powtórzmy czynność z każdą kulą.
Następnie przebijamy balony i wyjmujemy je ze środka.
Krok 6
Przed nami najprzyjemniejsza czynność wieńcząca dzieło
- wtykanie do wnętrza kul lampek choinkowych.
W zależności od ilości punktów świetlnych na sznurze posiadanych lampek,
możemy w każdą z kul wetknąć po jednej "żaróweczce" albo po kilka.
Wszystko zależy od tego jakim "sprzętem" dysponujemy czy ile kul przygotowaliśmy.
A tak gotowe lampki prezentują się u mnie.
[przykładowe stylizacje]
A to moje wcześniejsze String Balls, o których pisałam tutaj.
Uzupełniłam je o 5 kolejnych kul. :)
Zachęcam do wykonania podobnych lampek.
Klimat jaki tworzą w mieszkaniu jest niepowtarzalny! :)
Edit: DIY wędruje na konkurs Creative Christmas 2014
na bloga Skrzydlata Chatka AJ.
A oto banerek konkursowy:
Autorka bloga na Wasze pomysły czeka do 5. grudnia 2014 r.,
natomiast w dn. 7-13. grudnia odbędzie się głosowanie.
Witam serdecznie,
tak czułam, że mnie spotka. Ja mam do niej skłonności. Chandra, bo o niej mowa.
Przyszła wczoraj wieczorem. Postanowiłam zadziałać szybko!
Kubek inki (a jakże!) i do dzieła!
W ramach zwalczania powstała taka praca.
Tworząc ją, zamysł był taki, aby powstała praca w tematyce ślubnej.
Efekt końcowy jest - moim zdaniem - taki, że i na urodzinową też nada się.
Grunt to znać godzinę narodzin solenizantki/ta. :)
I uwaga, uwaga!
Fantastyczna wiadomość!
Zostałam
Winter Guest Designer
w Pracowni Rękodzieła SZOK!!!
Rzeczywiście, to dla mnie... szok! ;) :)
Witam serdecznie,
kilka dni temu na profilu Scrapnicy na Facebook'u
zamieściłam info o trwającej metamorfozie komody z Ikei,
sześcioszufladowej Tarvy...
Tak więc, przemiana dobiegła końca, aczkolwiek myślę jeszcze nad uchwytami,
co by nie pójść o krok dalej i udekorować ich grafiką...
Zanim zakończę wpis, dokonam lekkiego opisu wykonanych prac...
Mianowicie, nad komodą pracowałam wspólnie z mężem. Zanim zaczęliśmy skręcać mebel, P. potraktował białą farbą akrylową do drewna i metalu (użyliśmy Sentic) wewnętrzne strony ścian bocznych, spód blatu oraz oraz listwy niezbędne do złożenia korpusu szafki.
Fronty szuflad zaś, pomalowane zostały brązową lakierobejcą, Altax. Dobraliśmy dokładnie ten sam kolor, którym pomalowaliśmy regał, aby dopasować komodę do naszej regałowej ścianki działowej. O regale na murku pisałam tutaj.
P. zabrał się następnie za skręcanie korpusu, a ja w tym czasie malowałam elementy szuflad. Następnego dnia skręciłam je oraz zajęłam się
malowaniem komody z zewnątrz białą farbą, przecierką oraz lakierowaniem...
Aby je łatwo, bez ciapania palców, pomalować, wystarczy "nadziać" gałeczki na długie patyczki
do szaszłyków. Następnie trzymając za patyczek, nanosić farbę na każdą gałkę,
a pomalowaną odkładać do wysokiej szklanki. W ten sposób gałki mogą bezpiecznie schnąć.
Witam serdecznie,
dzisiejszej nocy i jeszcze wcześnie rano, pracowałam nad nowym,
spontanicznym projektem!
Postanowiłam uszyć fartuszek i czapkę kucharską dla synka.
Decyzja była spontaniczna.
Od razu gdy pomysł przyszedł do głowy, zabrałam się za realizację.
I tak oto o godz. 22.00 zaczęłam szyć.
Najpierw powstał fartuszek, a potem czapka.
Nie dysponowałam wykrojami. Jedynie zainspirowałam się paroma zdjęciami wyszukanymi w sieci, aby podjąć decyzję co do fasonu czapeczki.
Efekt jest taki, że i tak wyszło "po mojemu", czyli nie wiem czy moja czapka przypomina kucharską...
Proszę, sami oceńcie. :)
Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii.
Dodam, że czapkę skończyłam szyć o 1.00 w nocy, ale rano, zabrałam się za poprawkę, bo szyłam na oko i uszyłam... za małą.
Ojj, chyb wyszło nieco "dziewczyńsko"! :)
Jak widać, czapeczka teraz nieco za szeroka i "najechała" nisko na buzię malucha.
Gdy tylko wszyję gumkę w celu zwężenia obwodu, dolna część czapki, sztywno "stanie" na głowie.
[Aktualizacja: czapa sterczy już jak należy] :)
No to teraz nie pozostaje nam nic innego, jak zabrać się za próbne pieczenie
i zdobienie pierniczków świątecznych! :)