Witam serdecznie,
mój synek dobrze czuje się w nowej roli, roli przedszkolaka, więc mama postanowiła zrobić synkowi "świet(l)ny" prezent, który będzie umilał Mu wieczorne zabawy w swoim pokoju oraz nocne zasypianie...
Mowa o string balls, czyli świecących kulach a'la Cotton Balls.
Swoje string balls zrobiłam z resztek naturalnego sznurka jutowego pozostałego po tworzeniu tej lampy.
Do wykonania niezbędne były baloniki oraz klej, który zrobiłam sama łącząc wodę, mąkę pszenną i ziemniaczaną.
Proporcje na oko do uzyskania konsystencji kisielu.
Efekt nie jest tak idealny jak przy Cotton Balls, ba nawet nie ma co porównywać, ale po zamontowaniu kolorowych lampek świątecznych, efekt jest naprawdę ciekawy, a po zmroku delikatne światło kul tworzy magiczny klimat, który mnie urzeka, ale - przede wszystkim - podoba się synkowi.
A jak synek cieszy się z megadeszczowej, burzowej pogody...
... to takie kule tym bardziej Go ucieszą! ;)
Polecam samodzielne wykonanie takich lampek! To jest bardzo proste!
Wystarczy sznurek czy włóczka w różnych kolorach i... trochę cierpliwości, ponieważ świeżo omotane sznurkiem balony kilka godzin muszę poleżeć/powisieć w spokoju, aby porządnie wyschnąć. :)
Witam serdecznie i z ulgą, bo nadeszły dni,
gdy upały dają od siebie trochę odpocząć...
Nareszcie!
Mój krótki wpis nie dotyczy, jednak sytuacji pogodowej za oknem, lecz czegoś zupełnie innego.
Aczkolwiek, nie przeczę, że zrobiłoby się gorrrąco, gdyby udało się zdobyć to cudo, o którym mowa niżej. Na taki gorąc nie narzekałabym, oj nie!
Nie potrafię słowami opisać radości, która ogarnęłaby mnie, gdybym cudownym trafem stała się właścicielką tej cudnej, bogatej torby!
Byłby szał!!!
A tutaj link do posta konkursowego: urodzinowe blog candy!
Zachęcam do udziału w rozdaniu, bo warrrto!
Witam serdecznie,
chciałabym zaprezentować swój ostatni projekt - recykling w czystej postaci, dowodzący, że z czegoś co wydaje się zupełnie niepotrzebne i od razu trafia do kosza, można stworzyć coś przyjemnego dla oka. :)
A więc z niepotrzebnych tekturowych rolek po papierze toaletowym powstała zawieszka w kształcie... motyla!
Efekt, myślę, całkiem przyjemny dla oka...
A wykonanie takiej dekoracji jest banalnie proste...
Rolki lekko spłaszczamy i rozcinamy na kawałki o szer. około 1 cm. Następnie, po zaplanowaniu kształtu naszej pracy, sklejamy poszczególne elementy. Klej magic jest idealny. Gdy nasza konstrukcja podeschnie, można przymocować sznureczek i ozdobić ścianę czy cokolwiek zapragniemy. :)
Z takich tekturek można stworzyć wiele fantastycznych "obrazów", np. kompozycje kwiatowe.
_______________________________________________________________
I druga sprawia, którą chciałabym poruszyć. Otóż, Karolina z Żyj Kochaj Twórz zaprasza na linkowe party!
Co to takiego?
Pod tym postem, za pomocą, inlinkz, umieszczamy linki do swoich lipcowych projektów.
Czemu ma to służyć?
Pokazaniu swojej twórczości oraz poznaniu czyjejś twórczości. Proste! :)
Karolina z Żyj - Kochaj - Twórz upiększa blogi!
Aby wziąć udział w konkursie należy umieścić na swoim blogu konkursowy banerek i podlinkować go dokładnie do TEGO wpisu, dodać link do swojego bloga pod wpisem poprzez inlinkz oraz zacząć obserwować bloga, jednak Karolina wyraźnie zaznacza, że nie jest to konieczne, ale od siebie dodam, że warto! :)
Udział w konkursie można wziąć, także przez profil Żyj - Kochaj - Twórz na Facebook'u. Po wszystkie szczegóły zapraszam na bloga Karoliny do wpisu konkursowego!
A teraz ja zastosuję się do zasad związanych z owym konkursem i zamieszczę banerek...
Teraz pozostaje czekać na wyniki, wierząc, że uda mi się i tym samym w końcu odświeżę swojego bloga! :)
Witam słonecznie. :)
Nie wiem jak Was, ale te upały bardzo mnie męczą. Wiem, może i dziwna jestem ale ja nigdy nie lubiłam kąpać się w słońcu, lecz może jedynie nieco smagać się w jego promieniach i to przez krótki czas. I pewnie dlatego taki bladzioch wieczny ze mnie. :) Z resztą jak nawet zasiedziałam się jakimś cudem na słońcu to i tak nie robiłam się brązowa, tylko czerwona a potem znowu skóra wracała do swojego koloru sprzed opalania. :)
Ale ja nie o tym chciałam dywagować...
Chowając się z synkiem w domu w czasie gdy za oknem upały nie do wytrzymania, wpadłam na pomysł przerobienia butelki z płynem do naczyń na bardziej przyjemną dla oczu, bowiem - nie wiem jak Wy - ale ja nie przepadam za widokiem płynu do naczyń w oryginalnej butli na blacie kuchennym. I gąbki też. Na gąbki, jak na razie, mam taki pomysł, że chowam je do szafki pod zlew. :)
Otóż postanowiłam przemalować butelkę farbą tablicową (pod ręką miałam jedynie czarną) i dołożyć stary dyspenser po dozowniku do mydła. Jako, że butelka jest wysoka, a dyspenser ma umocowaną krótką rurkę, przedłużyłam ją... słomką do napojów.
A oto efekt:
A więc, aby móc uprzyjemnić dla oka plastykową butlę płynu do naczyń, potrzebujemy:
butelkę po płynie do naczyń (lub opcjonalnie pełną butelkę, którą też przecież od razu możemy odmienić), trochę farby tablicowej, stary dyspenser po dozowniku mydła w płynie (ważne aby pasował do gwintu naszej butelki), słomkę do napojów.
Wykonanie?
Banalnie proste: z butelki zdejmujemy etykietę, odkręcamy nakrętkę (tu warto przypomnieć o świetnej akcji Zakretki.info - pomagamy nie tylko przyrodzie, a więc wiadomo co możemy zrobić z niepotzrebnymi zakrętkami) i malujemy pierwszą warstwą farby. Odstawiamy do wyschnięcia. Po wyschnięciu nakładamy dokładnie kolejną warstwę i znowu odstawiamy do wyschnięcia. Posiadany dyspenser przedłużamy słomką przyciętą na odpowiednią długość, tak aby sięgała blisko dna butelki. Przykręcamy go i ... gotowe! Teraz wystarczy uzupełniać płyn, bo dozownik na pewno posłuży na dłużej. :)
Efekt, jak najbardziej, cieszy moje oko. A męża? Ech, zamarudził co ja znowu kupiłam, więc uznał przynajmniej, że prezentuje się chyba całkiem ok, skoro spoglądając na niego, stwierdził, że to mój sklepowy zakup, a nie ręczna robota. :)